Ciemność otaczała domy,krzaki , wszystko ,co znajdowało się na ulicy.Drzewa kołysały się pod wpływem wieczornego wiatru..Jedynym światłem były gwiazdy i księżyc ,a także lampy oświetlające ulicę.Co jakiś czas ciszę przerywały szczekające psy.Nie było widać żywej duszy prócz chłopaka z słuchawkami na uszach ,siedzącego na parapecie pierwszego piętra budynku i oglądającego gwiazdy.Wiatr mierzwił jego blond włosy.Pośród tej ciemności najbardziej były widoczne czerwone oczy chłopaka.
Co zrobić? Może zawrzeć z nimi umowę? W końcu powiedzieli ,że jedyną zapłatą jest
życie.W końcu ja mam jego dużo.Nic mi przecież nie szkodzi spróbować.Mimo tego...czemu tak się waham? Czemu po prostu się nie zgodzę? Może wtedy zyskam trochę aprobaty w oczach ojca.Może w końcu będę na tyle silny ,by pokonać braci i udowodnić ,że jestem kimś.Może to ja zostanę następnym Władcą.Wtedy... byłbym nie pokonany.Wtedy ... nikt nie mógłby mi już rozkazywać i to ja byłbym najważniejszy i najsilniejszy ! Niepokonany ! Tak ,to jest to ! To jest to czego pragnę.Czego tak pragnę już od dawna.Ale... czy byłbym w stanie? Byłbym w stanie ich pokonać ? Tak...na pewno bym dał radę.Jeśli się uda ,na pewno ich pokonam.Na pewno.I nikt nie będzie mógł mi przeszkodzić.Oni się tak chwalą ,każdy z nich jest pewny ,że zostanie Królem,Władcą ,ale to ja nim będę.Tak.Oni są jak gwiazdy ,niczym się od siebie nie różnią poza tym ,ze jedna świeci mocniej ,a jedna słabiej.Moi bracia zawsze są w centrum uwagi.Są jak te najbardziej świecące gwiazdy ,a ja jestem tą co świeci najmniej.Jestem tą ,której prawie w ogóle nie widać.To mi daje przewagę.Jeśli zdobędę to na czym mi tak zależy od dawna ,wtedy uda mi się.Na pewno.Póki ja żyję żaden z moich braci nie zostanie Władcą.
Palce chłopaka pobielały od zaciśniętej ręki na parapecie.Pewność siebie była idealnie widoczna w oczach blondyna.Tak samo jak groza i chłód.Nawet głupi dobrze by wiedział ,że lepiej się do niego nie zbliżać jeśli chce się żyć.W tej ciemności wyglądał jak demon ,który ma ochotę kogoś zabić.Wyrwany z zamyślenia przez lekki deszczyk wyskoczył przez okno z pierwszego piętra.Upadł na nogi i podparł się jedną ręką. Zaczął iść przed siebie ,pewnie z determinacją wypisaną na twarzy ,śpieszył się .To było idealnie widoczne. Patrzył prosto przed siebie Oddalał się coraz bardziej od domu ,aż w końcu wszedł do lasu.Lasu do ,którego nikt nigdy nie wszedł. Ciemność otaczała chłopaka. Ledwo było widać drogę ,która szedł.Wiedział ,że tu nie jest bezpiecznie ,że tu wszystko ożywa w nocy.Drzewa ,rośliny ,a także groźne bestie budzą się do życia.Od czasu do czasu je mijał ,jednak one nic mu nie robiły.Tak jakby las mu pozwalał tutaj być.Jakby on był częścią tego lasu.W końcu zauważył przed sobą pewną grotę. Tą grotę do ,której zmierzał.Wszedł tam pewnym krokiem myśląc ,że to najlepsze rozwiązanie.Oni już na niego czekali.